Czas

Kiedy ostatnio zrobiłeś bilans na co poświęcasz swój czas?

Robiłam to często, bo nie znoszę marnowania.

I tak za każdym razem, o na to za dużo, na to za mało.

Kawałeczek po kawałeczku odejmowałam go sobie, by oddawać go na zewnątrz..

To, co sprawdzało się u innych nie dało efektu u mnie. Ja odebrałam sobie czas nawet na posiłki i sen, bo przecież można zrobić to i to i to.

Najgorszy ból przychodził wtedy, gdy mimo poświęcenia czemuś czasu i tak nie miałam oczekiwanych rezultatów.

Ostatnio obudziłam się. Pilnuję, by mieć czas zjeść, by kłaść się spać nie wtedy, kiedy innym to pasuje, ale wtedy, kiedy ja potrzebuję, nawet gdyby miało to urywać rozmowę.

Jest mi z tym coraz lepiej. Nie mam już do siebie pretensji o to, że czegoś nie zrobię, czy się gdzieś spóźnię, bo jadłam, bo piłam, bo musiałam do łazienki.

Świat nie będzie miał pożytku z wykończonej życiem mnie. I to w wieku 20 lat…

Trzeba przestać żyć tylko i wyłącznie dla innych. Być pod telefonem 24/7. Wyłączyłam powiadomienia w telefonie. Nawet nie wiesz, jak to zmienia życie!

Teraz jestem dla innych wtedy, kiedy jestem w stanie być.

To uwalnia od nieustannej presji.

Uspokaja.

Miej się dobrze

Reklamy

Wszystko to, co daje mi siłę

Mam nad głową co najmniej 2 prace roczne do oddania za miesiąc, ogrom kolokwiów, zbliżające się egzaminy i kilka większych zobowiązań pochłaniających cały mój wolny czas. Do tego są przy mnie przyjaciele. Jedni trzymają się bliżej i wchodzą ze mną w to całe wariactwo i zamieszanie, a inni są nieco dalej, co doskonale rozumiem. Bycie przy mnie (teraz) to akceptacja tego wszystkiego. Moich niezbyt logicznych zobowiązań, głupich pomysłów, pracoholizmu i zostawiania niektórych rzeczy na ostatnią chwilę. W tym momencie najbardziej potrzebuję świadomości obecności, akceptacji i wsparcia.

Jakiś czas temu (już dość długi) dałam sobie wmówić, że nie jestem wystarczająca. Że mam grube uda, wystający brzuch, niezbyt zgrabne ramiona. Co z tego, że wcale tak nie było? ( i nie jest! teraz to wiem!) Gdy patrzę na zdjęcia z tamtego momentu mam wrażenie, że co innego pamiętam, a co innego było naprawdę.

Moją „głupotę” w porównaniu oczywiście do znajomych nadrabiałam ciężką pracą. Chciałam być taka, jak oni. Udało się. Studiuję na najlepszym (albo prawie- ciągle się to zmienia) Uniwerku w Polsce.

Ale teraz zastanówmy się po co?

Gdy tydzień temu pierwszy raz coś mi się na studiach nie powiodło (poprawa już jutro, a ja piszę, ale muszę. Po prostu.) stwierdziłam, że się do niczego nie nadaję, ba, że nie zasługuję na jakąkolwiek miłość. Bo przecież nie jestem idealna. Jak to?

Dwa dni zbierałam się z tego podłego stanu. W międzyczasie prowadziłam zajęcia, wspierałam innych i byłam pod ciągłą obserwacją osób dla których jestem pewnym wzorem. To wszystko „na świeczniku”.

Co ciekawe, to wszystko zaczęło się dziać na początku nowenny do św. Józefa. Nie tylko o dobrego męża, ale przede wszystkim o Miłość na całe życie.

Już na starcie dostałam kopa. Orzeźwiającego kopa w 4 litery.

Przypomniałam sobie o tym, że nie jest ważne w kontekście mojego życia to, ile drobiazgów uda mi się zaliczyć za pierwszym podejściem, ale to ile miłości od Boga przekażę w świat, a ma On jej nieskończenie wiele.

Nie mogę się załamywać za każdym razem, gdy coś mi się nie uda, bo daleko nie dotrę, gdyż się „zajadę” na starcie. Bo ja jestem na starcie. 20 lat, to początek dorosłości dla mnie, bo musiałam wziąć odpowiedzialność za siebie i innych. Możesz się teraz śmiać, że jeszcze o życiu nie wiem nic. Może. Choć na moje realia wiem całkiem sporo.

Pochowałam przyjaciela, leżałam w szpitalach, biorę leki na stałe i muszę bardzo pilnować diety ( jeszcze 4 miesiące- trzymaj kciuki), zdałam prawo jazdy, studiuję, wzięłam odpowiedzialność za sporą grupę ludzi i robię ogrom innych rzeczy, którymi nie mogę się podzielić tutaj.

To uczyniło mnie silną. Każda zakończona przyjaźń, każda nawiązana nowa znajomość, każde zauroczenie, zakochanie i wszystkie po kolei zawody miłosne.

Wypita kawa, nieprzespane noce, przegadane podróże autobusem, rozmowy z rodzicami.

Strata Psa.

Śmiechy podczas prób, radość małych dzieci, spacery leśnymi ścieżkami, sen pod gołym niebem.

Msze, dziękczynienie, śpiew, wf, noszenie munduru.

Pływanie w basenie, pisanie wierszy, blog, Pismo Święte.

Cisza, Niebo, zdjęcia nieba.

Bóg.

Przyjaciele.

Do tej pory myślałam, że to totalnie głupie i niewłaściwe, że pragnę  czegoś, czego nigdy nie doświadczę.

Więc pracowałam nad relacją z Bogiem, naprawiałam relację z samą sobą, by nie było takich myśli na co dzień, jak te tydzień temu.

Udało się.

Czuję się piękna i mądra. Zdolna i pracowita ( ale to z lenistwa, nie ma co się oszukiwać)

Nie jestem idealna. Nigdy nie będę i to jest dobre.

A skoro już wiemy, że nie jestem idealna, logicznym jest że potrzebuję drugiej osoby tak blisko blisko. Do wspólnej radości i wspólnego rozwiązywania problemów, pokonywania słabości. I jest to dobre pragnienie, booooo Koh 4,9-13! Nie ma w tym nic głupiego.

I ufam Bogu, że skoro szukam, to znajdę 🙂

I dziękuję za wszystkie rady, że znajdzie się, gdy przestanę szukać.

Nie szukałam i obudziłam się z pragnieniem bliskości, możliwości troszczenia się o kogoś i czucia się zaopiekowaną.

Jestem rozsądna i nie chcę nikogo na siłę, nie w moim „poglądowym i wartościowym” typie.

Po prostu.

Zastanawiam się czasami skąd ja mam na to siłę, dlaczego tyle robię i daję radę.

Odpowiedź jest prosta

Codzienna Eucharystia.

Życie z Jezusem.

Na razie we dwójkę.

To niezły team.

Miej się najlepiej na świecie!

Buźka♥

 

 

 

 

 

 

Być kobietą

Gdy byłam małą dziewczynką nieustannie rozmyślałam o przyszłości.

Jak to jest być kobietą?

Jak to jest się malować, chodzić na randki, być żoną, co to znaczy być mamą?

Nie na wszystkie te pytania znam odpowiedź.

Wiem jednak, co to znaczy być odpowiedzialną, czy też mieć siły „za dwóch”.

Zawsze mnie intrygowało, jak te kobiety robią, że się nie boją, że tyle potrafią i są takie silne.

Już wiem, że to nie jest tak, że się nie boimy. My po prostu chronimy innych.

Nie zliczę sytuacji, w których byłam dzielna i rozwiazywalam problemy, ktore normalnie by mnie przerosły po to by kogoś chronić, by nie zawieść. 

Drogie Babeczki życzę nam, byśmy miały jeszcze więcej siły w codzienności, oparcia we wszystkich trudnych chwilach i radości.

Buziaki

Bóg jest M I Ł O Ś C I Ą

Hej!

Poranek był dla mnie wyjątkowo łaskawy.

Wstałam o 9, na co nie mogłam sobie wcześniej pozwolić (dziś też nie, ale to taki nasz mały wyjątek)

I czułam się naaaaprawdę szczęśliwa!

Widziałam się z Przyjaciółką, odrbrałam paczuchę z wymarzoną sukienką i zaliczyłam 3 egzaminy internetowo.

Co prawda mam do napisania jeszcze jedną pracę semestralną i do nauczenia się ogromu materiału na poniedziałek, ale mam dziwne poczucie, że dam radę, wyrobię się ze wszystkim na spokojnie. 

Lubię swoje życie. 

To, w którym nie wszystko jest idealne, a ludzie często ranią. 

Bo   O N   JEST.

Pozwala mi patrzeć głębiej i zakładać bardziej optymistyczne wersje rzeczywistości. 

Czasami tak jest, że nasze głowy mają dziwne autodestrukcyjne pomysły i robimy głupoty, popadamy w nałogi itd. A On i tak ma do nas wyciągnięte ręce.

To daje mi siłę każdego dnia.

Staram sie chodzic codziennie na Eucharystię, by mnie umacniał sobą.

I wiesz co? Ja widzę różnicę.

Nie jest nagle łatwiej, zwłaszcza, że patrzę głębiej,  co rodzi wiele pytań w mojej głowie, ale jest inaczej, lżej na duchu, radośniej.

Bardziej optymistycznie

Kiedyś byłam optymistką, moje doświadczenia ostatnich lat to zmieniły, ale ja chciałam do tego wrócić, nie porzucając realizmu.

Myślałam, że to niemożliwe, a jednak..

Bóg jest Miłością i chcę byś to usłyszał, usłyszała.

Bo zbliżają się walentynki i multum reklam już o tym trąbi.

A ja uważam, że walentynki to po prostu kolejny dzień w roku.

W sumie to, cieszę się, że są, bo na pewno dla niektórych to impuls, by mówić o swej miłości, a o tym nigdy za wiele. 

Ale, czy nie mogłoby tak być cały rok?

Pamiętasz!? Kiedyś pisałam o grudniu, by ten ciepły czas trwał wiecznie. To samo myślę o walentynkach, bo dla zakochanych każdy dzień powinien być wyjątkowy i ważny.

Nie zależnie czy są małżeństwem, narzeczeństwem, parą, czy też przyjaciółmi.

Bo tak, dla mnie przyjaźń, to miłość. 

W relacji z Bogiem jest tak samo.

Walentynki, które pokryły się ze Środą Popielcową były dla mnie tak bardzo wymowne. Początek najpiękniejszej historii miłosnej ever w święto zakochanych… bo Bóg jest w nas totalnie zakochany!

Było #najlepiej 

Serdeczności!

Prawda#1

Ostatnio piszę więcej w brudnopisie.

Mam sporo przemyśleń.

Takie małe w poszukiwaniu siebie i tego, co ważne. 

Już doszłam do wniosków, że ważne jest dla mnie bezpieczeństwo i ciepło.

Ale nie możemy być pewni wszystkiego w życiu. Granice często są pięknie wyblędowane pędzlem i trudno określić kiedy coś się kończy, a kiedy zaczyna.

Nie możemy kazać sobie coś czuć, bądź czegoś nie czuć. Ba! Idąc o krok dalej nie zawsze musimy wiedzieć co czujemy. 

Wiedza jest ogromną presją naszych czasów. Musimy wiedziec wszystko. Codziennie bombardują nas setki,jak nie tysiące informacji. W większości nam zbędnych. 

A my zamknięci musimy wybierać to, co dla nas ważne. Najważniejsze.  Tylko,  czy my jesteśmy na to gotowi?

Z drugiej strony świat nigdy nie był tak blisko nas. Wystarczy, że włączę telefon i mogę być przy kimś, kto jest daleko. To ogromna szansa.

Ale czy taka bliskość to prawda?

Zmieniło

Od końca liceum w swoim życiu obserwuję ciągłe zmiany.

A z racji, iż jestem bardzo wrażliwa nie raz i nie dwa razy przez nie płakałam.

Czułam się bezsilna wobec otaczającej mnie rzeczywistości.

Coś kazało mi dorosnąć.

Przestać się martwić.

Niektóre relacje musiały przestać istnieć.

Powstało bardzo dużo nowych.

Ale z racji swojego charakteru zawsze wszystko przechodziłam emocjonalnie. Każdy moment, kiedy kogoś „traciłam” był trudny.

Ciągle „tracę” i zyskuję. Na tym polega życie.  Na rozwoju. A rozwój to przede wszystkim droga do przodu.

Myślałam, że gdy stanę w miejscu będzie dobrze. Wszystko pozostanie stateczne, czyli takie, (wtedy tak mi się wydawało) jakie bym chciała.

Nie można mieć nikogo na własność, bo to odbieranie szansy na rozwój.

I swój i tej drugiej osoby.

I tu wkracza duża zaleta wrażliwości, jaką jest wielka radość z tego, gdy odkrywam, że jest lepiej, niż kiedykolwiek, że zrodziło się wiele wiele dobra.

Na szczęście wrażliwość dotyczy też piękna.  Otwiera oczy na niezwykłą codzienność przepełnioną humorem i dobrą herbatą.

To potrzeba bycia przy drugim człowieku dla niego.

Wrażliwość to nie przekleństwo. To błogosławieństwo.

I tak, nie zawsze jest kolorowo.

Ale człowiek wrażliwy widzi więcej.

I dlatego warto.

#stopnienawiści #bądźwrażliwyikochaj #towystarczy #byzmienićświat

Podziel się swoją historią…

Cześć!

Ci z Was, którzy tworzą na tej platformie doskonale powinni kojarzyć to zdanie. 

Podzielić się swoją historią, czyli co zrobić?

Gdy zakładałam tego bloga nikt z moich znajomych o tym nie wiedział. Na początku byłam tu tylko ja i moje myśli,  potem nagle pojawiliście się Wy. Blogerzy nie tylko z Polski! 

W pewnym momencie moje zasięgi były tak wysokie ( i międzynarodowe -miałam odbiorców prawie na wszystkich kontynentach), że postanowilam powiedzielić się swoją historią z częścią najbliższych mi ludzi.

Odbiór był różny.  Od słów wsparcia, po obojętność. To nie było nic, czego bym się nie spodziewała. 

Potem wiele się zmieniło.

Ja się zmieniłam.

To miejsce również. 

Ludzie,  których uważam za najbliższych. 

Moje zasięgi (co było logiczne po zmianie częstotliwości wpisów i nie udostępnianiu nikomu swojej „twórczości ” poza platformą).

Jedno się nie zmieniło.

Przeplatam tu wątki prawdziwe do bólu z historiami wymyślonymi, naciąganymi poprzez smaczki uniemożliwiające Ci identyfikację mnie po treści wpisów, a jeśli mnie znasz nie dających Ci mnie na tacy. Musisz się jeszcze trochę postarać, tu nie ma odpowiedzi na pytanie kim jestem.. tu jest mały smaczek tego, kim mogę być.

Dlaczego?

Odpowiedź jest bardzo prosta.

Prywatność, intymność.

Podziel się swoją historią, czyli daj coś, swojego, kawałek duszy. 

A ja nie chcę, by ktoś moją duszę deptał.

Uczę się kochać tak, by nie miało znaczenia, kto tę duszę depcze i że depcze. 

Bo kocha się pomimo, a nie dla czegoś.

Uczę się ufać.

Bo to nie jest dla mnie takie proste i oczywiste. Mam ku temu powody. Może to nawet jest dobre? 

Już nie jestem tą laską z pierwszego wpisu. 

Rozwinęłam się i dojrzalam.  

I jestem z siebie dumna 🙂

Kilka osób prosiło mnie, by się podzielić tym, co piszę. A kilku osobom chyba chcę pokazać ten kawałek układanki.

Polecam Ci czytac mimo wszystko od dołu, jesli chcesz rozumieć wszystkie wpisy. Niektóre się przenikają. 

Nie musisz czytać nic.

Mamy wolność

I to jest piękne.

Ps. Moje wpisy zwykle są 4 razy krótsze.  Tak się jakos rozpisałam wyjątkowo. 

Dziękuję wszystkim tym, którzy przy mnie są, towarzyszą mi w tej niezwykłej historii pisząc ze mną kolejne rozdziały.

To jeszcze nie koniec! 

Miej jak najlepszy czas! 

Buziaki!