Mój świat. Zapraszam

Buduje powolutku mój własny świat. Cegiełka po cegiełce, ale tak, by ciągle był otwarty i by przystosowany do nagłych zmian pogody, które się zdarzają, zwłaszcza w naszym klimacie.

W tym świecie jest ból, jest płacz,  zdarzają się wojny, ale tylko takie po coś, bo na te bezużyteczne nie ma przyzwolenia. 

Nie jest to świat idealny, ponieważ czasami trzeba zejść na ziemię  i mimo, że „W obłokach najlepiej się marzy” u mnie na świecie one są nad głowami i występują w roli modeli do najpiękniejszych zdjęć zachodzącego słońca.

Jest miejsce na nudę, na psa, na dzień dobry i na uśmiech. Na kanapkę i na pranie. Na codzienne obowiązki i na chwile przyjemności. Tak po prostu

Na znajomych, na Boga, na książkę i na serial.  Jest czas na wszystko to, co buduje życie.  Moje życie. Mój świat. 

Oststnio nie było czasu na bloga, ale spokojnie. Ostrzegałam, że tak się zdarzyć może i się zdarzyło, bo w moim świecie ja nie jestem robotem i mam prawo czasami zwyczajnie troszkę poleniuchować, po prostu być.

Buziaki i uściski❤

Ekspertka

Bo chyba to tak już jest, że jestem ekspertką od niespełnionych marzeń i nadziei. 

Oglądając kolejną komedię romantyczną snuję sobie niezwykłe rozmyślania i odpływam w świat marzeń, gdzie odnajduje mnie w końcu książę, chcący wyciągnąć mnie z codzienności.

 Chcący? 

W sumie to nie. Wyciągający mnie po prostu ze świata marzeń do świata jawy, który okazuje się być jeszcze bardziej niezwykły. 

W tych marzeniach zawsze jest „zwyczajnie” po prostu wieczorem oglądam mecz nie sama, a z kimś. Wychodzę na pizzę w towarzystwie przyjaciół,  ale i właśnie tego jedynego, który zlituje się nade mną i weźmie na pół ze mną oddzielną pizzę, bym mogła wybrzydzać do woli, a potem zabierze na dobrą herbatę. 

Mam niesamowicie bogatą wyobraźnię. Przez całe swoje dzieciństwo wymyślałam bajki dla mlodszego rodzeństwa, ale i młodszych znajomych. (Miałam instynkt macieżyński od małego) Były one na każdy możliwy temat. Często były realistyczne.  Wymyślam równoległe światy na zawołanie. Tak po prostu mam i jestem wdzięczna rodzicom, że tak jest, bo to fajne! Zdaję sobie sprawę, że gdyby nie to, że z uporem maniaka codziennie musialam czytać, a gdy jeszcze nie umiałam, czytali mi rodzice, w życiu nie miałabym tak rozbudowanej wyobraźni. 

Kiedyś prowadziłam tego bloga inaczej. Był bardzo poukładany. Tych wpisów jednak tu nie znajdziesz już.  Wszystkie usunęłam, gdyż były zbyt osobiste dla większego grona odbiorców. 

Teraz jest tu jeden wielki ciąg myślowy, którego nie umiem zdefiniować, opisać tak jednym słowem. Chaosem bym go nie nazwała, ponieważ te wszystkie wpisy są ze sobą na swój sposób połączone.

Wracając do tematu.

Moje marzenia nigdy nie odbiegały bardzo od codzienności. Czasami robię rzeczy, o których w życiu nie marzyłam. (Trzymaj kciuki za moją odwagę, może w końcu się przełamię i coś Ci pokażę) Piszę bloga, zawsze uważałam to za coś, czego nie uda mi się zrobić, bo wymaga to poświęcenia czasu. 

Jednak mam wrazenie, że marzenie o prawdziwej, szczerej miłości są po prostu czymś, z czym sobie poleciałam. Że wymarzylam coś,  co jest niemożliwe, zwłaszcza z moimi, podobno wysokimi wymaganiami. 

Wiesz czego wymagam?

Prawdy i uczciwości  oraz wiary. 

Bez Boga uważam,  że nie bylabym w stanie zbudować niczego. On jest początkiem i końcem.  

To dzięki Niemu codziennie dużo się śmieję. To z Nim czasami płaczę i finalnie to Jemu opowiadam o moich marzeniach. On tego słucha i nie zostawia mnie w tych innych kwestiach bez odpowiedzi. 

Dokladnie rok temu stałam w Kościele i prosiłam o zrozumienie wśród ludzi dla mnie i o życzliwość (przez moje choroby ludzie potrafili być okrutni. Nie rozumieli, co się ze mną działo.) 

Wiesz co dostałam? 

Jestem innym człowiekiem. Roześmianym człowiekiem ze wspaniałymi przyjaciółmi. Jestem mu za to wdzięczna.  Bardzo.

Codzienność i wariat, który postanowi spędzić ze mną życie też się znajdą.

Tylko wiesz, lepiej się czeka, gdy wiadomo ile trzeba jeszcze. 

Bez tej wiedzy, wydaje się, że to już  wieki.

Pozdrawiam cieplutko.

Buziaki ❤

Lalka

Musisz być ładna.

Ale ładna.

Brzydko. 

Słabo. 

Piękna.

Znajome?

Widzisz, kilka słów. Prostych,  dość krótkich,  ale jak bardzo oceniających. Nie zawsze negatywnie, ale ocena nas uzależnia.  Jestem totalnie uzależniona od oceny. Ty za pewne również.  Bo dlaczego wrzucasz kolejne zdjęcie do internetu? Dlaczego chwalisz się swoimi dokonaniami? Nieustannie wystawiamy się na oceny innych. Pisząc bloga w pewnym sensie również.  To tak działa i za każdym razem liczymy na pozytywny odzew. Prawda? 

Tylko jak daleko nas popchnie ta chęć aprobaty innych? Aprobaty od samego siebie? 

Od momentu, kiedy skończyłam szkołę pracuję. Spokojnie. Czekają mnie studia jeszcze, ale postanowiłam zaznać doroślejszego życia,  niż do tej pory. I wiesz co? Nieznoszę uczucia, gdy wychodzę z pracy nie pochwalona. Ja potrzebuję tej pochwały. Dosłownie. 

Potrzebujemy byc chwaleni. Czy to dobrze? Czy źle?  Chyba tego ocenić nie mogę. Nie podejmę się tego. 

Potrzebujemy aprobaty innych, bo jesteśmy stworzeniami społecznymi. Tak po prostu funkcjonujemy. Odrzuceni przez grupę czujemy się źle,  opuszczeni.

Zastanawiam się, do czego jesteśmy w stanie się posunąć, by uzyskać pozytywny odzew.

Ja od miesiąca nosiłam się z zamiarem sciecia włosów.  Dzis dostalam niezły ochrzan od mamy za ten pomysł. 

Chciałam coś zmienić i zdałam sobie sprawę,  że chciałam usłyszeć tylko.

Ale ładnie wyglądasz. 

O nic więcej nie chodziło,  bo odkąd staram się ubierać ładniej, bardziej kobieco i dorośle nie usłyszałam jeszcze,  że po prostu ładnie wyglądam, więc doszlam do wniosku, że źle wyglądam i na pewno muszę coś w sobie zmienić, dlatego padło na włosy.

Nadal nie wiem czy coś z nimi zrobię, czy też zostawie moje już dość dlugie pasma.

Muszę się zastanowić czy aby na pewno tego chcę. 

Po co ja właściwie chcę to zrobić. 

Dla kogo? Czy na pewno dla  siebie?

Zastanów się dziś ze mną, co jest motywacją Twoich działań i czy możesz i chcesz to zmienić. 

❤❤❤